Opowieści

To był najlepszy prezent na Dzień Dziecka, jaki kiedykolwiek dostali. Miasteczko na Dzikim Zachodzie z bankiem, biurem szeryfa, kilkoma kowbojami na koniach, a do tego indiańska wioska z Indianami tańczącymi wokół ogniska. Kowboje mieli malutkie strzelby i rewolwery, a w sejfie banku spoczywały woreczki ze złotem. Indianie mogli strzelać z łuków, wymachiwać tomahawkami i palic? fajkę pokoju. Na dużym pudle, w którym mieściły się te wszystkie cuda, widniał napis: Dla Krzysia i Jasia od rodziców i dziadków.

- Spokój! - zawołał tata, który próbował trochę popracować. - Patyczek bierze wodza, Bułeczka szeryfa, zrozumiano?

Minęło pół godziny.

- Jestem wódz Wielki Oklahoma! - ryczał groźnie Patyczek. - Blade twarze zjadły mój bizon! Teraz ja zjeść blade twarze!

- Mama, on chce mnie zjeść! - płakał Bułeczka.

- Głupi, nie ciebie, tylko twoich kowbojów! Patrz, co im zrobi Wielki Oklahoma, zaraz ich zastrzeli z łuku!

- Coś ty, mój szeryf go pierwszy zastrzeli. Bach, bach, bach!

- On nie może już strzelać, bo nie żyje. Nie widziałeś, jak oberwał strzała??

- Mamo, on mi zastrzelił szeryfa!

Mama rzuciła błagalne spojrzenie tacie.

- Dobra, chłopaki, to teraz zamiana: Bułeczka ma wodza, Patyczek szeryfa - zdecydowanie zarządził tata.


 

Kolejny numer Małego Pielgrzyma

już w lutym...

Facebook

Mały Pielgrzym poleca

Reklama
Reklama



Copyright: Wydawnictwo BERNARDINUM Sp. z o.o.

 
Realizacja: MGDESIGN.PL