Święty Józef

Józef wstał o świcie. Wieczorem uprzątnął warsztat, ale lubił wcześnie zacząć dzień pracy. Słońce dopiero wstawało nad Nazaretem. Jeszcze nie grzało mocno i w domu panował miły chłód. Józef ubrał się cicho, żeby nie budzić śpiącej rodziny. Wiedział, że Maria i tak zaraz wstanie, żeby zająć się domem. Jezus posapywał przez sen.

Wydawał się taki bezbronny. Józef nie myślał na co dzień o tym, kim tak naprawdę był jego syn. Jego, a przecież i nie jego. A może właśnie odwrotnie: nie jego, a tak bardzo jego własny. Pochylił się nad śpiącym dzieckiem. Jezus pachniał snem, rozgrzaną skórą, spoconymi od snu włosami. Jedną rękę odrzucił na bok, tak samo, jak jego matka, gdy czuła się bezpieczna. Teraz też tak leżała. Spokojna, że nie jest sama. Zawsze otoczona opieką z góry, ale też jego ziemską troską. Józef wspomniał swój sen, który wszystko zmienił. Sen, w którym przyszedł do niego anioł i powiedział, że ma zostać przy Maryi, chociaż nosiła w sobie nie jego dziecko. Dziecko samego Boga. Zaufał. Został.

Zofia Stanecka

 

Kolejny numer Małego Pielgrzyma

już w czerwcu...

Facebook

Mały Pielgrzym poleca

Reklama
Reklama



Copyright: Wydawnictwo BERNARDINUM Sp. z o.o.