Filip Neri

Marek biegł ulicą ze spuszczoną głową. Nie chciał wracać do domu. ?Ucieknę? - myślał. - ?Wtedy zobaczą, że byłem ważny.? Nie musiał odchodzić daleko. W Rzymie łatwo się ukryć, zwłaszcza kiedy jest się małym. Nagle w jednej z uliczek wpadł na kogoś. Uniósł głowę. Przed nim stał jakiś ksiądz. Marek chciał wyminąć go i uciec, ale wtedy mężczyzna uśmiechnął się. I był to najszczerszy uśmiech, jaki Marek kiedykolwiek widział na twarzy dorosłego.

Świetnie biegasz ? powiedział ksiądz.

Jego entuzjazm był tak zaraźliwy, że Marek nawet nie zorientował się, kiedy powiedział o swoich kłopotach. Ksiądz usiadł na kamieniach i opowiedział mu przypowieść o synu, który wrócił do ojca i został przez niego przywitany z miłością. Długo rozmawiali. W końcu ksiądz odszedł, machając na pożegnanie.

Kto to był? - spytał Marek siedzącej na ulicy biednej Marii.

Och, to Filip. Ciągle się czymś cieszy. Mówi, że radość to najlepszy sposób na wielbienie Boga. Zwariowany człowiek?

Zofia Stanecka

 

Kolejny numer Małego Pielgrzyma

już w lutym...

Facebook

Mały Pielgrzym poleca

Reklama
Reklama



Copyright: Wydawnictwo BERNARDINUM Sp. z o.o.

 
Realizacja: MGDESIGN.PL