Święty Jan Maria Vianney

Jan wszedł na ambonę. Kościół był niemal pusty. Ktoś dłubał w nosie, ktoś inny spał z głową opadniętą na piersi. Jan przypomniał sobie drogę, która zaprowadziła go na to miejsce: dzieciństwo spędzone w nędzy, grozę Rewolucji Francuskiej, prześladowania chrześcijan i pierwszą komunię w szopie zamienionej w kaplicę. Już wtedy wiedział, że chce zostać księdzem. Wbrew zagrożeniom. Wbrew temu, że do siedemnastego roku życia nie umiał pisać i czytać. Z trudem skończył studia, ale nie poddawał się. Miał dwadzieścia dziewięć lat, gdy został księdzem. A teraz proboszczem w Ars - najnędzniejszej z francuskich parafii. Cóż, jaki ksiądz, taka parafia ? pomyślał. Uśmiechnął się i zaczął mówić. Jąkał się, zacinał, nie mógł odnaleźć właściwych słów. Z trudem dokończył zaczętą myśl. Jednak pod koniec kazania dłubiący w nosie opuścił rękę. Po mszy poprosił o spowiedź. Jan wysłuchał uważnie historii cierpiącej duszy. Pocieszył i pomógł jak umiał. Tego dnia nie miał wiele więcej do roboty. Potem wstał następny dzień, a po nim kolejny. Jan odprawiał msze, głosił proste kazania, odwiedzał parafian i spowiadał. Z czasem kościół wypełnił się po brzegi, a przed konfesjonałem ustawiały się coraz dłuższe kolejki. A Jan przyjmował wszystkich. Był księdzem. Każdego dnia.

 

Zofia Stanecka

 

Kolejny numer Małego Pielgrzyma

już w kwietniu...

Facebook

Mały Pielgrzym poleca

Reklama
Reklama



Copyright: Wydawnictwo BERNARDINUM Sp. z o.o.

 
Realizacja: MGDESIGN.PL