Święty Mikołaj

Czekał, aż zapadnie zmrok. Gdy światła w okolicznych domach pogasły, wsunął ciżmy, naciągnął kaptur i wymknął się z pałacu. Niezauważony przez nikogo biegł ulicami jak cień. Minął bogate wille i zapuścił się w biedne uliczki przedmieść.

Rynsztoki były tu szersze, a budynki niższe. Ten, do którego zmierzał, stał pogrążony w ciszy i mroku. Rozejrzał się. Nikogo. Podszedł na palcach i lekko pchnął uchylone okno. Z wnętrza dobiegło go równe posapywanie i zapach sennych ciał. Sięgnął pod opończę i zsunął z ramienia ciężki worek. Coś w nim zabrzęczało, więc zamarł na chwilę przestraszony. Potem szybkim gestem wrzucił pakunek do pokoju. Łup! Głuche uderzenie zmąciło rytm oddechów śpiących. Po chwili noc pochłonęła i ten odgłos. Rozejrzał się. Przy rogu domu stał pies i bacznie mu się przyglądał. Uchylił kaptur, spojrzał psu w oczy i przyłożył palec do ust. Gdy wracał do siebie, czuł się dziwnie lekki...

 

Kolejny numer Małego Pielgrzyma

już w lutym...

Facebook

Mały Pielgrzym poleca

Reklama
Reklama



Copyright: Wydawnictwo BERNARDINUM Sp. z o.o.

 
Realizacja: MGDESIGN.PL